Bajka o zwierzętach

Każdy szkolny weekend dostarcza mi mnóstwo inspiracji i tematów, które kłębią się w mojej głowie i aż proszą o to by je przerobić, zastanowić się nad nimi i napisać coś. Naprawdę cieszy mnie to, że trafiłam na drodze mojej edukacji pedagogicznej na kadrę, która pozytywnie mnie zaskakuje swoim podejściem a przede wszystkim jest dla mnie partnerem do wielu rozmów dotyczących wychowania i rozwoju dzieci. Byłam pewna, że będę w opozycji do wielu tematów związanych z teorią pedagogiki…a tu proszę! Praktycznie każdy nauczyciel z którym miałam styczność, uczący na Wydziale Pedagogiki w Dolnośląskiej Szkole Wyższej jest prekursorem współczesnego, coraz mniej systemowego podejścia do edukacji dzieci. Dużo rozmawiamy o tym jak ważne są indywidualne predyspozycje każdego człowieka, jak ważna jest akceptacja i szacunek do tej odrębności.

Zastanawiam się czy zawsze tak było?….. Bo niby skąd potem w polskich przedszkolach i szkołach nauczyciele stosujący przymus, mierzący wszystkich uczniów jedną skalą i szufladkujący zachowania odstające od „norm”. ( normy? jakie normy? ;))

Chciałabym Wam opowiedzieć bajkę. Bajkę którą w 1995 roku przetłumaczyły z języka duńskiego Panie Bożena Kisiel i Lucyna Maculewicz. Bajkę, która od 20 lat jest dostępna by móc się nad nią zastanowić. To taka bajka, którą warto przeczytać dzieciom i zapytać co One o tym myślą?

Posłuchajcie…

Pewnego dnia zwierzęta postanowiły zrobić coś dla rozwiązania problemów współczesnego świata. Podjęły decyzję o pilnej potrzebie założenia szkoły. Powołano Komitet Szkolny złożony z niedźwiedzia, sarny i bobra. Dyrektorem mianowano jeża. W programie szkolnym umieszczono następujące przedmioty: bieganie, wspinanie się, latanie i pływanie. W celu lepszej organizacji nauczania postanowiono, że wszystkie zwierzęta będą uczyły się wszystkich przedmiotów w ten sam sposób.

Kaczka osiągnęła najlepsze wyniki w pływaniu, okazała się nawet lepsza od nauczyciela. Niestety, z latania otrzymała tylko 3+, a z bieganiem zupełnie nie dawała sobie rady. Z tego powodu została skierowana na dodatkowe zajęcia wyrównawcze. Podczas gdy inni trenowali pływanie, kaczka uczyła się biegać. Po pewnym czasie jej powykrzywiane nóżki były tak zmęczone, że osiągała tylko przeciętne wyniki w pływaniu.

Wiewiórka otrzymała 6 z wspinania się, ale bardzo frustrowały ją lekcje latania, ponieważ nauczyciel wymagał startu z czubka drzewa. Długie ćwiczenia spowodowały znaczne obniżenie ocen.

Orzeł był dzieckiem problemowym, często strofowanym. Na lekcjach wspinania potrafił znaleźć się na szczycie drzewa szybciej niż inni uczniowie, tyle, że chciał to robić na własny sposób.

Królik rozpoczął zajęcia z biegania jako najlepszy w klasie, ale dodatkowe lekcje pływania były powodem jego załamania nerwowego. Został skierowany do szkoły specjalnej na obserwację psychologiczną. W tej szkole jedynym przedmiotem było pływanie.

Pies preriowy trzymał się z daleka od szkoły, ponieważ komitet szkolny nie zaakceptował kopania jako przedmiotu. Zaprzyjaźnił się z borsukiem i został jego pomocnikiem. Później dogadali się z dzikami, świniami i założyli szkołę prywatną, która wkrótce okazała się sukcesem.

Szkoła, która pragnęła zająć się rozwiązywaniem problemów współczesnego świata, została zamknięta. Zwierzęta odzyskały wolność.

Mam problem z tym, że szkoła chce nauczać wszystkiego. A jeszcze większym absurdem wydaje mi się to, że chce masowo uczyć wszystkich w ten sam sposób i ocenia ich tymi samymi kategoriami. Choć przecież każde z naszych dzieci ma inne predyspozycje i inne uwarunkowania, które determinują jego chęć i sposób nauki. A w szkole wymaga się od uczniów by zdobyli te same umiejętności w jednakowym czasie.

Janusz Korczak powiedział : Wspólną sprawą dorosłych jest pomaganie dzieciom w rozwoju, aby stały się kim mogą.

Minęło już tak wiele czasu odkąd zaczęliśmy o tym rozmawiać i nie wiele się zmieniło w systemie polskiej edukacji. Mimo coraz bardziej powszechnej i dostępnej wiedzy na temat tego, że warto kształtować w młodym człowieku jego wyjątkowość, nie wiele się zmieniło. Mimo iż czasy w których żyjemy narzucają potrzebę wykształcenia ludzi kreatywnych i myślących innowacyjnie, nie wiele się zmieniło. I nie piszę tutaj o uczniach z klasy pierwszej ( oni naprawdę traktowani są jeszcze wyjątkowo, tak na zachętę), mam tutaj raczej na myśli późniejsze klasy szkoły podstawowej i gimnazjum.

Wciąż mamy testy, mamy sprawdziany, wciąż mamy oceny i wytyczne, do których trzeba „podciągnąć” ucznia. Mamy świat szkolny, który już nie jest adekwatny do sytuacji świata w którym żyjemy. Świat chce różnych „zwierząt” by mogły razem żyć oraz tworzyć spójny i piękny ekosystem.

z6878588Q,Szkola

Asia Opublikowane przez:

  • http://www.zielone-smazone-pomidory.pl/ Karolina

    Bajka cudowna!
    Zazdroszczę Ci tych wykładowców. Na uniwersytecie Wrocławskim owszem uczymy się teoretycznie, że trzeba każdego wychowanka rozpatrywać indywidualnie ale jak przychodzi co do czego to robi się problem. Jeden z doktorów starszej daty ostatnio stwierdził, że mój referat na temat celów światopoglądowych jest błędny, ponieważ założyłam właśnie fakt, że najlepszym rozwiązaniem jest dostosowanie metod nauczania do każdego ucznia ze względu na jego podejście do nauki. Dodatkowo zaliczył mi referat mimo tego, że był podobno nie na temat bo przyznałam mu w końcu rację, że może faktycznie mogłam to ugryźć tylko teorią a nie swoimi poglądami. Osobą, które mówiły dużo dłużej i ciekawej nie zaliczyły bo podczas referatu lub wcześniej bronili swojego zdania różniącego się zdania wykładowcy. Ja staram się nie wynieść z uczelni zestarzałego, śmierdzącego już zgnilizną poglądu na tematu nauczania, ale myślę że wiele osób traktuje swoich nauczycieli jako wzór do naśladowania i potem idą do szkół i przedszkoli podtrzymując ich sposób na wychowanie dzieci. Tak długo jak nie zmienią się osoby, które uczą nas-pedagogów tak długo my będziemy uczyć źle.

    • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

      Nie do pomyślenia co piszesz, właśnie niestety wszystko zależy od człowieka którego się spotka na swojej drodze. Bardzo się martwiłam, że będę musiała wchodzić w dyskusje i spierać się o racje na ćwiczeniach. Byłam w pełni na to gotowa, a tu okazuje się że mogę z odwagą zadać każde pytanie i nie zostanę źle oceniona. Trzymam kciuki Karolina byś nie dała się! Czytaj lepiej mądre książki 😉

      • powszednia.blogspot.com

        To ja polecam R.Meighana o ukrytym systemie edukacji z akademickich, a z tych nie akademickich Wiesiu Stebnicki ‚Edukacja domowa’

  • powszednia.blogspot.com

    System edukacji pruskiej panujący w naszych szkołach to zło i.. samo zło :) wszelka korzyść ze szkoły jest na prawdę przypadkowa. Wychowywanie podległych, pozbawionych krytycyzmu i samodzielnego myślenia ludzi ..uśrednienie. Chcąc uchronić swoje dziecko przed tym i przeciętnoscią trzeba szukać edukacji alternatywnej, albo w domu ostro rąbać to co ze szkoły przyniesie :) Szkoły demokratyczne, Waldorfskie, Montessori, homeschooling.

    • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

      Nawet się zgadzam z tym co napisałaś :) dodam jeszcze…rąbać i być rodzicem dla dziecka, a nie rodzicem w szkole !

      • powszednia.blogspot.com

        Wychowanie podległych, pozbawionych krytycyzmu i samodzielnego myślenia ludzi.. Uśrednienie, tak napisałam powyżej a Karolina poniżej dała temu przykład ze swej uczelni (państwowej) potwierdzający że samodzielne myślenie jest i będzie piętnowane, a bierność i mierność będzie mieć się dobrze.
        ..taka historia z pierwszych lat szkoły dość powszechna sądzę. Matematyka, klasówka, po wszystkim porównujemy z dziećmi wyniki. Nie znając statystyki każdy wie, że najczęściej powtarzający się wynik najprawdopodobniej jest dobry, a dobry wynik świadczy o rozwiązaniu problemu a rozwiązanie problemu świadczy o sukcesie swoich działań..wszystkie dzieci to wiedzą :) pani oddaje sprawdziany no i 3, mój mózg się gotuje WHY? pytam się, ona wyjaśnia: wynik dobry, rozwiązanie poprawne ALE sprawdzian miał na celu sprawdzenie mnożenia, a nie dodawania.. A ja myślałam glupiutka, że chodzi o samodzielne rozwiązanie problemu, myślenie. Czego się nauczyłam: odpowiadac na oczekiwania nauczyciela, nie rozwiązywać zadania inną metodą i lepiej oddać pustą kartkę niż stracić wkład w dlugopisie. Dziś dorośli którzy (niestety) byli pilnymi uczniami, kupują tonę poradników, słuchają ‚ekspertów’ nie są w stanie rozwiązać swoich problemów, bez powiedzenia im jak i że jest to sluszne, nie polegają na sobie czy są, więc dorosłymi? Czy zamknięcie dziecka na lata w sztucznym świecie, wśród innych dzieci, gdzie są pozbawione odpowiedzialności i niezależności pozwoli mu się stać dorosłym człowiekiem? Czy tylko osobą zastanawiajacą się -bardzo poważnie-nad tym czy 11 apaszka to za dużo i czy zielona a może fiolet teraz? Osobą pozbywającą się odpowiedzialności za wychowanie i edukację swojego dziecka a tym samym reprodukcję istniejącego systemu

  • Cynamonova Kráska

    Polecam „Kreatywne Szkoły” Kena Robinsona i ogólnie jego wizję edukacji…

    https://www.youtube.com/watch?v=_wxcXd5Cnv8