Szkolne rozterki

Dwa tygodnie to chyba wciąż za mało, by nowa sytuacja stała się już normą. Wciąż budzę się przerażona, że pewnie zaspałam i zanim jeszcze otworzę oczy modlę się w myślach by była dopiero 6.40. Każda minuta jest ważna i tak zaplanowana, by już godzinę później żwawym krokiem podążać w kierunku szkoły.

Szkoła miała w naszym życiu wiele zmienić, i owszem, zmieniła.

Pojawił się temat śniadania do szkoły, podwójny temat i to jeszcze razy dwa. Wstaję więc wcześniej tylko i wyłącznie po to, by niczym japońska mama szykować małe i większe porcje jedzenia i pakować je do dziecięcych bento. Dla Panny Hanny zawsze coś mięsnego do kanapki : pasztet, kiełbasa, kabanosy i warzywa chrupiące! Koniecznie dużo ogórków, papryki, nigdy marchewki, żadnych oliwek i pomidorów. Do drugiego pudełka zawsze jabłko, winogrono lub banan, kawałek gorzkiej czekolady i ciastka zbożowe. Oprócz tego do woreczka granola lub chleb ryżowy. Dla Panny Zofii zero mięsa, tylko twarożek lub żółty ser do kanapki. Do tego z chęcią marchew, ogórek, papryka, oliwki, kiełki. Pomidora nie ruszy. Owoce tylko borówki lub gruszka, kawałek czekolady gorzkiej i ciastka zbożowe pozostają wspólnym mianownikiem. Uff, muszę kilka razy trzasnąć się po policzku by rano nie pomylić śniadaniówek bo była by draka! Śniadania muszą być dwa bo Panienki zostają w sali kiedy inne dzieci o godzinie 11.15 ( zerówka) i 11.30 ( pierwsza klasa) idą na obiad. Nie wiem kto z Was moi mili o 11.30 je dwudaniowy obiad ale w naszej rodzinie nie praktykuje się tak wczesnej pory obiadowej. Zatem upycham do pojemników po dwa śniadania, ile wlezie, a codziennie słyszę…mało!

Godzina 8 rano jest godziną zero codziennie, oprócz piątków ( wtedy 8.55). Więc i Młodsza Siostra czy chce czy nie chce musi się do tej godziny dopasować. Więc planując wyjście o 7.40 wychodzimy już biegiem o 7.45 i równo z dzwonkiem, którego nie ma w nowym budynku  ( co uważam za plus) wchodzimy do klasy. Potem tylko zostaje nam slalom między starszakami by dostać się do szatni i szkolnej zerówki, która mieści się na drugim końcu szkoły i misja zakończona . Jest 8.11.

Nie cieszę się za bardzo wolnym czasem bo w sytuacji, w której aktualnie się znalazłam godzina 11.30 następuję zanim zdążę dopić pierwszą kawę ( kurde! zaczęłam pić kawę!). Jakże złudne było uczucie , że od 1 września będę miała więcej czasu! Pierwszy tydzień odbierania dziewczyn zaraz po lekcjach dał mi na tyle w kość, że w ruch musiała pójść instytucja świetlicy i powoli wydłużam ten czas…powoli raz do 13, raz do 14 zostawiam me córki w paszczy lwa.

Król zwierząt, lew okazał się być jednak mniej groźny niż myślałam, ale musi minąć jeszcze trochę czasu bym sama zaakceptowała stan sytuacji, w której się wszyscy znaleźliśmy. Panna Zofia trafiła na świetną nauczycielkę, młodą, ciepłą, szczerą ale mającą również swoje zasady. Nie stosuje ocen, nawet w postaci buziek i tym mnie urzekła podczas pierwszej rozmowy.

Jeśli chodzi o Hanię Bananię tu sprawa wygląda już trochę inaczej. Zerówka przedszkolna to ciasne dwa pomieszczenia, jedno wypełnione stolikami, drugie wielkości dziecięcego pokoju służy do zabaw. Ogromnie przeżywam kiedy zamykam drzwi i wiem, że Hania wejdzie, położy plecak na półkę i będzie musiała sobie radzić sama. Sama!

Nie jest to proste i wy też pewnie przeżywacie różne rozterki z powodu rozpoczętego właśnie roku szkolnego… i ja jako Mama przeżywam swoje i wciąż razi mnie kiedy słyszę na podwórku : zerówka, złazić z karuzeli! Zawsze wtedy zastanawiam się, które z dzieci ma na imię zerówka?

Zdjęcia zrobione na szybko dnia 1 września, na pamiątkę.

DSC08800-001 DSC08802-001 DSC08803-001 1

Asia Opublikowane przez:

  • http://www.boodzik.pl/ Anna Bartnik

    Kurcze, jak mi smutno czytać o takiej zerówce. Swoją pamiętam doskonale. Kar w niej nie było, za to zabawy sporo i nawet trochę nauki. Pamiętam kochaną panią Krystynę (i wtedy owszem, raz przyszła na zastępstwo jedna taka, co to lepiej przy niej na krześle siedzieć). I sala była duża, dzieci wspaniałe. Herbaty za to wcale i dobrze. Hania jest rezolutna i ciekawa świata, oby tego nie stłamszono już na początku. A Zosia nie zginie, będzie dobrze!

    • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

      Ja też pamiętam swoją, to był mój pierwszy raz w przedszkolu bo wcześniej byłam z babcią. Cudownie było! Teraz się trochę pozmieniało ale mam nadzieje, że jakoś razem ten rok uda nam się przeżyć. Odbieram je na razie najszybciej jak się tylko da! Zocha sobie poradzi!

  • http://dolnyslaskdlauli.blogspot.com/ Monika

    Tak sobie czytam i myślę, ze nie jest dobrze. Zabrałam Ulę z niepublicznego przedszkola, bo intuicja krzyczała, że nie jest dobrze i okazało się, że dobrze nie było. Mam w domu „inne” dzecko, połowa problemów zniknęła odkąd ma inną „niekrzyczącą” panią i w przedszkolu nie ogląda się telewizji i… i jeszcze dużo byłoby wymieniać.

    • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

      No właśnie! Jak wiele zależy od człowieka. Dobrze, że tak zrobiłaś. Czy Ula chodzi gdzieś indziej czy jest z tobą teraz? Bo ty przecież pracujesz!

      • http://dolnyslaskdlauli.blogspot.com/ Monika

        Chodzi gdzie indziej i po dwóch tygodniach widzę pozytywne zmiany w jej zachowaniu.

  • miejskiewiejskie

    to zabawne, że nasze dzieci zaczynają nowy rozdział – a my tak bardzo to przeżywamy…. mam przecież to samo:) zastanawiam się, czy nasze mamy miały podobne przemyslenia?
    u nas póki co idzie dobrze. H trochę jeszcze przyzwyczaja się do przedszkola, Z – do szkoły. a tu – stołówka która była szkolną potrzebą naszego dzecka… jakoś ciężko mi było sobie wyobrazić, że będzie chciała jeść obiady – a chce. początkowe problemy – trzeba zjeść wszystko i do konca… pierwzego dnia nawet przez łzy;/ – ucieliśmy szybką wizytą w szkole. czekam co będzie dale. na razie widzę, że Pani słucha. Bardzo podobało mi się, że zadbała o nasze obawy w kwestii basenu. dała nam dużą wolność i ja z tym czułam się bezpiecznie. z drugiej strony system punktowy zamiast ocen – skala 1-6 !!!! no a teraz mamy się nauczyć dużej partii tekstu na pamięć. dla mnie za duzo… cały hym polski to za duzo dla 6 latka

    • miejskiewiejskie

      jeju strasznie zagmatwałam wszytsko…. to ta pora:) i emocje:)

      • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

        Miałam ostatnio podobne przemyślenia, ciekawe czy nasi rodzice tak przeżywali i się przejmowali się tym co my czujemy i myślę, że raczej nie :) wtedy jeszcze praktykowało się inny model wychowania. System punktowy hmmm to też jednak jakieś ocenianie, prawda? Mam nadzieję, że nie będzie więcej zmuszania do jedzenia.

  • Matka Córek

    u nas buźki, nagrody… też nie wiem czy tędy droga. pani jest młoda, to jej pierwsze wychowawstwo. ogólnie staram się nastawić pozytywnie, ale wiadomo jak to my, matki, mamy w zwyczaju – przeżywamy!

    • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

      No właśnie, zawsze znajdzie się coś do czego można się przyczepić i poprzeżywać. Jeszcze nie raz pewnie będzie jakieś ale :) bosz przed nami cały rok!

  • http://nasze-lepsze-ja.blogspot.com Magda

    Piękna pamiątka :) W szkole debiutujemy za rok i już jestem pełna obaw – przeprowadzka, nowe miejsce i … wszystko nowe. Choć przeważnie bywa tak, że dzieci sobie świetnie radzą w nowej sytuacji – w przeciwieństwie do swoich rodziców 😉 Mam nadzieję tylko, że będziemy mieli tyle szczęścia do szkoły co z przedszkolem. U nas doceniają pracę dzieci małym obrazkiem z sową i póki moje dziecko to bardzo motywuje i jest szczęśliwa, kiedy do domu przynosi kolejną sową nie zastanawiam się czy jest to dobre czy złe 😉 W sumie dzięki temu wiem nad czym możemy wspólnie w domowej atmosferze popracować. Życzymy powodzenia!

  • http://home-fragrance-unknown.blogspot.com/ Kamila

    Aśka to my mamy jednak szczęście. W nowym roku szkolnym, udało nam się przeforsować wszystkie zmiany w klasie, których się domagaliśmy. To zasługa mądrej wychowawczyni i rozsądnych rodziców. Pozostał mi jednak niesmak po spotkaniu z panią od matematyki…Dzieci piszą kartkówki dostają oceny ,my jak przystało na ówczesne czasy, podglądamy je w dzienniki internetowym …I co z tego jeśli nie możemy naocznie przekonać się o tym, na czym tak naprawdę wyłożyło się nasze dziecko…Argumenty typu ,,sprawdzian to dokument i musi pozostać w szkole,, niespecjalnie do mnie trafia …ech…
    Co do szkolnej stołówki, to nawet tego tematu nie poruszam , żeby się nie denerwować…

  • http://e-dlarodzicow.pl Ania Meller

    Poczułam się, jakby ten wpis pisało moje alter ego! Od tego
    roku śniadania razy dwa do szkoły i ten maraton do godziny zero (czyt. 8.00),a potem od godziny 14.00 (plus minus) – wieczora. Tak szczerze o tym piszesz. Tak bez koloryzowania. Przeglądam ostatnio blogi, ale ten (w części, którą wchłonęłam) ujął mnie uczciwością. Fajnie, że jesteś w blogoświecie.