Ciągle coś

Jak bardzo wiele złego człowiek jest w stanie udźwignąć? Śmierć bliskiej osoby, ciężką chorobę,utratę pracy, zmianę na gorsze sytuacji materialnej, samotność czy zdradę. Kiedy następuje ten moment, że po prostu nie da się więcej? … Żyjemy dalej usadowieniu gdzieś tam w tym całym systemie. I choć los co chwile wymierza nam prawy sierpowy wstajemy rano, idziemy do pracy, jemy, pijemy, wychowujemy dzieci i staramy się żyć.

Tylko ile jesteśmy w stanie wytrzymać? Chciałabym by ten wpis zakończył się optymistycznie, chciałabym byście zrozumieli wszyscy, że ja wciąż wytrzymuję i doceniam to co mam. I, że naprawdę cieszę się każdą chwilą spędzoną z mężem i dziećmi. Kocham ich najmocniej w świecie. Jestem szczęściarą! A jednak uwierzcie mi na słowo było by nam o wiele łatwiej gdyby nie jakiś chochlik płatający nam ciągle niezbyt miłe figle. Co nas nie zabije to nas wzmocni pomyślicie pewnie, to teraz wyobraźcie sobie jak wielkimi mocarzami jesteśmy już z mężem po 15 latach wspólnego bycia razem. Czy można być jeszcze silniejszym? Ciągle coś. Jak nie rodzina, to pieniądze. Jak nie pieniądze to rozstania. Jak nie rozstania to praca. Jak nie praca to zdrowie. jak nie zdrowie to rodzina. I tak w kółko to ciągle coś sprawia, że nie mamy spokoju. Od wielu lat wciąż zmagamy się z czymś. I choć staramy się z uśmiechem witać nowy dzień…to „ciągle coś” czai się za rogiem.

Jestem typem wrażliwca z ogromnym sercem, w którym łatwo każdy może znaleźć dla siebie miejsce. Jestem też naiwna i nie wiedzieć czemu wciąż wierzę w piękny świat, w ludzką dobroć i bezinteresowność. Daję dobro… a zamiast tego, borykam się ze złem. Nikczemnym losem i ludzkimi słabościami. Wciąż dostaję po pysku. Ile jeszcze tak wytrzymam? Zamykam się w sobie i chwilę siedzę z głupio wbitym wzrokiem w ścianę. Potrzebuję mentora, przewodnika, potrzebuję drogi. Ale zaraz szybko się otwieram bo sama muszę wskazywać drogę, przytulić, wysłuchać i wziąć na kolana.

Jestem osaczona przez : i co tam słychać? co zamierzasz? a co tam z szyciem? a ile sprzedajesz? a kiedy wracasz do pracy? a … ? Przytyłam kilka kilo bo w tym wszystkim najmniej już myślę o sobie. Nie znajduję w sobie energii by zadbać o siebie. Raz na wozie, raz pod wozem. Tak, tak ja to dobrze znam… tylko dlaczego tak trudno wdrapać się z powrotem na ten wóz? I dlaczego to tak długo trwa?

Czasu mi trzeba. Czasu na słońcu.

DSC07716-001 DSC07666-001 DSC07710-001 DSC07706-001 DSC07709-001 1 DSC07715-001 DSC07689-001 DSC07687-001 DSC07678-001

Asia Opublikowane przez:

  • http://dolnyslaskdlauli.blogspot.com/ Monika

    Czas na słońcu dodaje sił, i pamiętaj: „człowiek nie jest stworzony do klęski” – mówię Ci to ja, która doszła do ściany dwa lata temu.
    Na mnie dwa lata temu tez spadły wszystkie plagi egipskie, zostałam sama, z rocznym dzieckiem, bez pracy, mieszkania, rzeczy osobistych (jedna walizka się ostała), męża, oszczędności, musiałam się zmierzyć ze śmiercią dwóch bliskich osób i choroba córki. Udało się dzięki pomocy bliskich.

    • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

      Monika jesteś wielka. Strasznie dziękuję ci, że byłaś ze mną taka szczera i napisałaś to. Podziwiam cię strasznie, że znalazłaś w sobie siłę. Chciałabym właśnie od takich osób jak ty czerpać dobre fluidy.

      • http://dolnyslaskdlauli.blogspot.com/ Monika

        Asia moje fluidy są do twojej dyspozycji. Napisałam to, żebyś przede wszystkim wiedziała, że ci się uda z tym wszystkim uporać, A gdybyś potrzebowała pomocy, albo rozmowy to pisz.

  • Joanna – Mama w Centrum

    Asieńko, mocno przytulam. Przeżyłam każde „ciągle coś” z Twojego mejla. Z jednego myślałam, że się nie podniosę. Wóz dawno odjechał, a ja wlokłam się w łachmanach zakurzoną drogą. I miałam ochotę położyć się w rowie i już nigdzie nie iść.
    Mocno, mocno Cię przytulam i wysyłam wiarę, że to mija.

    • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

      Dzięki Asiu, ta wiara jest mi bardzo potrzebna.

  • Sylwia Naruniec

    Przez to że jesteś wrażliwą osobą jeszcze lepiej poradzisz sobie z tymi problemami niż Ci tak zwani „twardziele”. Czasem trzeba przysiąść w kąciku, uronić kilka łez by potem wyjść na słońce, poczuć wiatr we włosach i złapać głęboki oddech. Ten chochlik niedługo zniknie, pójdzie i czepi się kogoś innego :) Wiem że łatwo jest powiedzieć „głowa do góry, będzie dobrze itd…” ale musisz uwierzyć że tak będzie!

    • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

      Tak masz rację Sywlia, jestem świadoma tego i daje sobie trochę czasu by się podenerwować i poużalać nad naszą sytuacją. A potem wezmę się w garść i dam z siebie tyle i ile trzeba!

  • neonbubu

    wiesz, ja cie doskonale rozumiem. szczegolnie ten przedostatni akapit. Ale niedawno mojej znajowej umarl syn, 4 lata, rowiesnik Antonowki. wiec wiem ze nie mam co narzekac tylko doceniac to co mam, nawet jesli nie ma w tym czasu dla mnie…

    • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

      To straszne. Serio :/ Tak masz wielką rację. Trzeba doceniać to co się ma. Ja się staram serio!

  • Karolina Gałek

    Nie jest łatwo….kiedyś miałam taki czas wszystkich możliwych plag egipskich, które przewalały się przez nasz dom….z tatą żartowaliśmy, że każdy rok parzysty jest dla na nieszczęśliwy, bo wtedy wydarzały się tragedie. Dzisiaj wszystko gdzieś na szczęście minęło, chociaż ja ciągle żyję z takim małym strachem, że coś może się wydarzyć, drżę o dzieci, męża, tatę, brata….to chyba normalne, że się martwimy, najważniejsze to chyba jednak podnieść czoło i iść dalej. Asiu dużo siły życzę :* Co nas nie zabije, to nas wzmocni….

    • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

      Dziękuję Karolina. Tak to jest, że człowiek nabiera sił i mocy właśnie w takich momentach w życiu. Ja też jej powoli nabieram choć daję sobie też taki czas by chwilę się posmucić. Nie poużalać, po prostu posmucić.

  • Tomasz Piotrowski

    Dzięki Asiu za ten wpis.

    • http://mamaizonabyc.pl Joanna G.

      Mam nadzieję Tomku, że u Ciebie wszystko w porządku :)

      • Tomasz Piotrowski

        Ciekawe jest przeczytać o swoich przeżyciach/przemyśleniach myślami innych ludzi. A Ty potrafisz takie myśli świetnie przelać na „papier”.